09 /2011
ÉDITORIAL__________________________________________________________________________
N°30
Przypadek i ewolucja
I. Przypadek jest nieprzewidywalny, ale są dwa sposoby, aby go przewidzieć:- albo, wg Demokryta, niektórych darwinistów i bez wątpienia także samego Darwina, jako indeterminizm, absolutną i ślepą wolność, fundamentalny chaos, nieustanny ruch cząstek, niestworzony, nieskończony, substytut Boga: ateizm lub panteizm,
–albo przeciwnie, jako niespodziewana ekspresja ukrytego porządku, „miarę naszej ignorancji”, mówił Henri Poincare.
Przypadek bez przyczyny, wg Demokryta, ma w naszych oczach nie więcej realności niż samorództwo. Przypadek nie neguje porządku- przyczyny i skutku- odnosi się do nich jako nieporządek czy antyprzypadek, który byłby doborem naturalnym. Weźmy przykłady, które pokazują przyczynowość przypadku:
1. Najprostszy, gra w karty, w której są one pomieszane i rozdawane bez znajomości ich danych. Efekt jest nieprzewidziany, ale jest motyw, a nawet zamysł gry: sposób pomieszania i rozdania kart pilnując, aby nie pokazywać drugiej ich strony.
2. Gra w kości, nawet wyrażenie słowa „los” w języku arabskim, podobnie jak „alea” po łacinie, oznacza „hazard”. Kostka jest rzucana, ale nie zna się wyniku. Najwyżej można mieć pomysł, gdy jest rzucana wiele razy nieprzerwanie w tych samych warunkach. Wiele elementów bierze udział w tym układzie i jest trudnych do oszacowania: siła rzucania kostka, jej forma, rozmiar, ciężar, tor, jej skłonność do obierania kierunku, kąt rzutu, skłonność do upadania, czasem podskoku, temperatura, środowisko sprzyjające, spokojne lub podburzone… Jest powód: rzucanie kostką ze wszystkimi jej zagrożeniami.
3. Inny, często cytowany przykład, upadek dachówki z dachu na ulicy w momencie, gdy przechodzi człowiek: zbieżność, połączenie różnych przyczyn, trudnych do przewidzenia przed wypadkiem.
II. Ewolucja. Wiele elementów jest na korzyść ewolucji gatunków, jednych od drugich:
1. Utworzenie rodowodów, mających każdy ten sam plan fundamentalny struktury. To, co warunkuje filiację czy pokrewieństwo gatunków: np. jesteśmy naczelnymi wśród ssaków.
2. Obecność organów podstawowych, które stały się zbędne, takie jak miniaturowe oczy słabo lub nie funkcjonujących u kreta, żyjącego pod ziemią czy pozostałości miednicy i członków tylnych u pytona, świadków istnienia przodków, którzy widzieli bądź słyszeli. Węże są sklasyfikowane jako gady pośród czworonogów, choć nie mają czterech nóg. W naszym gatunku, embrion od 4 do 7 tygodnia życia posiada w życiu wewnątrzmacicznym tymczasowy ogon. To wyjątkowe przetrwanie u małego dziecka i dorosłego człowieka pokazuje rzeczywistość, świadka naszej pokornej kondycji.
Lamarck („Filozofia zoologiczna” 1809) nie przywołuje przypadku, aby wytłumaczyć ewolucję i transformację gatunków, ale cel: przystosowanie do środowiska istot żywych i użyteczność bądź nie organu, charakter nabyty, będący przenoszony. Rola środowiska jest niezaprzeczalna, nadal trzeba, aby organ istniał: ptak nie może ulecieć, gdy nie ma skrzydeł. Nie chodzi o adaptację w sensie ścisłym, ale preadaptację, jeśli chodzi o dziedziczność nabytych charakterów, wpisuje się ona w epigenezę, która pod wpływem środowiska i z udziałem organizmu modeluje linię rozrodczą. Wg Darwina („O pochodzeniu gatunków” 1859) ewolucja rodzi się z przypadku, korygowanego przez wszechwładny (paramout power)dobór naturalny. Przypadek jest niewyczerpanym źródłem mutacji genetycznej nagłej, przypadkowej, natychmiastowo dziedzicznej, dotyczącej rodowodu. Dobór naturalny bierze się z mutacji najkorzystniejszej dla przeżycia gatunku. Darwin, który nie znał genów, ani ich mutacji, mówił o zmianach. Myślał, że zmiany były kontynuowane z jednego do drugiego gatunku i w ten sposób międzygatunkowe. Z definicji mutacje są dowolne: modyfikują rozmiar, kolor, skrzydła czy odnóża owada, mogą być niebezpieczne lub olbrzymie, czasem dziwne jak u drozofila, muszki często badanej przez genetyków, z przeniesieniem zmysłu smaku z odnóży na czułki. Interweniując w zapis replikacji DNA w chwili podziału komórkowego, mutacje mogą być liczne, bardzo liczne, nawet nieustanne, z powtórzeniem pokoleniowym, ale pod warunkiem znacznych zróżnicowań form takich, jak bakterie, stałe od miliardów lat lub drozofile, zatrzymanych w trzeciorzędzie, w bursztynie Bałtyku, które niewiele różnią się od form dzisiejszych.
Jeśli mutacje mogą modyfikować organy lub organizmy, nie mogą ich stwarzać od nowa, nawet przy pomocy selekcji naturalnej. Pozostają wewnątrzgatunkowe- rasy psów na przykład- ograniczone w mikroewolucji. Nie tworzą nowych gatunków, które różnicują się od poprzedników przez rzeczywisty skok. Daleko jesteśmy od siły selekcji naturalnej, która dołącza selekcję sztuczną, praktykowaną przez człowieka na roślinach lub zwierzętach. Dlatego mutacje nie są wystarczające do wytłumaczenia formowania się organów takich , jak oko, które wg Darwina, przysporzyło mu gorączki.
Ograniczony, niewystarczający do wytłumaczenia ewolucji, mechanizm zaproponowany przez Darwina jest też ślepy: byt żyjący nie uczestniczy w swej własnej ewolucji, jest jej narzucony. DNA nie ma wolności, ani inteligencji, ani świadomości. To zapomnienie życia. J. Piveteau, członek Akademii Nauk, napisał w 1983: „życie jest świadomością od początku”. Jak odmówić bytowi jednokomórkowemu, amebie, znajomości jaką posiada o sobie i świecie zewnętrznym. Trzeba, aby żył, przeżył, rozprzestrzeniał się. Deformuje swą membranę, wystawia nibynóżki, wybiera i przyjmuje pożywienie, odrzuca odpadki, przemieszcza się. Posiada prawdziwe zachowania, a co powiedzieć o organizmach bardziej złożonych, wielokomórkowych. W słowniku ewolucjonizmu i darwinizmu, wydanym w 1995, liczącym blisko 5.000 stron w trzech tomach, nie jest wspominana ich inteligencja ani świadomość. To oznacza zapomnienie o najważniejszym, o życiu jako takim i Stworzycielu.
Darwinizm wydaje się bardziej ideologiczny i dogmatyczny niż naukowy, ze swymi konsekwencjami duchowymi, filozoficznymi, moralnymi, socjalnymi, które eliminują najsłabszych. Życie jest świadomością, co je odróżnia id materii. Nie można mu dać lepszej definicji, a tym bardziej o człowieku, zdolnym do transcendencji, uczynionym na obraz Boga.
Xavier Dor
Eutanazja: zawsze znajdą się lekarze „współpracownicy”
Prawo Leonetti’ego w 2005 w sprawach „końca życia” wydawało się regulować kwestię eutanazji we Francji. Mimo podstawowego niedoboru: przystosowania żywienia do opieki medycznej, które można przerwać; prawo wyróżnia z dokładnością z zapamiętałością opiekę zwykłą należną wszystkim umierającym i wspiera rozwój opieki paliatywnej. Trudno byłoby powiedzieć o natarczywości „ubarwionych śmiercionośnych x”- jak mówi Leon Daudet- niż sądzić, że ocala życie. Z dwóch powodów:
- z jednej strony, od lat urzędy nie skazują już więcej wybierających się do domu Tanatosa, ani ich autorów: rodziców, przyjaciół, lekarzy, pielęgniarzy…, wszystkich deklarujących „wielkie serce”. Nie należy zapominać, że doktor Chaussoy, szef oddziału rehabilitacyjnego szpitala w Beck, gdzie leczył się młody Vincent Humbert, został zwolniony. Podczas gdy to on uśmiercił swojego młodego pacjenta chlorem potasu dożylnie. Zapytania matki w tym przypadku nie zwolniły lekarza z jego odpowiedzialności.
- z drugiej strony, wspólna intensywna propaganda mediów, z widoczną uprzejmością wobec marionetkowego stowarzyszenia ADMD, z pochodzenia masońskiego, prezentującego eutanazję jako akt współczucia uzasadniony i konieczny.
W Senacie w lutym 2011 poważna ofensywa osiągnęła sukces po raz pierwszy, przekroczyła tamy komisji parlamentarnej z projektem prawa, odrzuconym, ale mniejszością głosów. W miesiącu sierpniu nieoczekiwanie
pojawił się nowy szturm ze sprawą z Bayonne: tanatokraci nie respektują nawet już delikatności plaż z drobnym piaskiem…
Nowy rozdział łączy się z przypadkiem:
4 ofiary, starsze, które o nic nie prosiły, doprowadzone do godnego pożałowania stanu awaryjnie do szpitala „bardzo prowincjonalnego”. Lekarz o wielkim sercu o uspokajającym nazwisku Nicolas Bonnemaison, wysłał ich ad patres z „Norcuronem” dożylnie stosowanym w znieczuleniu całkowitym. Agresywny prokurator wysyła do więzienia. Sędzia aplikacji- stosuje kary lekkie, z których wkrótce wywiązuje się.
I następnie tam… tam… bębny śmieci, które brzmią: telewizja, radio, prasa, „komitet wsparcia”, który hałaśliwie manifestuje swą sympatię dla „kolegi i przyjaciela, bardzo cenionego”…
Jak w przypadku aborcji w Bobigny, należy się proces za eutanazję i spłata, tak w przypadku Bonnemaison’a podniesienie tarczy Clovisa!
Starzy w Holandii spuszczają głowy i lokują się, aby umrzeć w spokoju w domach starców na granicy… Niemiec. Gdzie pojadą Francuzi, jeśli naród nie podniesie się?
Młody człowiek i ulica
JH: bardzo podziwiam doktora Dor…
TP: ma Pan rację
JH: ale mimo wszystko, czemu służą te modlitwy?
TP: cóż…
JH: i na ulicy, to szokujące! Nie dla mnie oczywiście, zna mnie Pan, ale dla innych: ateistów, niewierzących, oni nie rozumieją. Prawdę mówiąc, różaniec to agresja.
TP: tak?
JH: chcę powiedzieć, że ulica nie jest miejscem modlitwy. Oto!
TP: nie wiem, dlaczego Dobry Bóg mógłby być wykluczony z ulicy? Spójrzcie na procesje, Boże Ciało, 15 sierpnia, pielgrzymki, były bardzo popularne i poznawane obecnie ponownie, nie są jedynie folklorem.
JH: być może, ale wasze manifestacje są prowokacyjne, jeśli to coś, co się nie podoba.
TP: jest Pan pewny?
JH: a nawet prowokujecie do bluźnierstw…
TP: jesteśmy także na Golgocie, jeśli tam pojedziecie.
JH: proszę przestać! Powiedzcie mi tylko; ile aborcji w ten sposób uniknięto?
JH: kto wie, być może? Klinika Ordener została zamknięta, klinika Isis zaprzestała aborcji, lekarze nie prześcigają się w aborcjach, Roselyne musiała podwoić premię w ubiegłym roku- gdyż nie mówiłoby się o „honorarium”… W Ordener, gdzie byliśmy ok. 15 razy, zamiatacze ulic pochodzenia gwinejskiego- muzułmanie- powiedzieli nam: „macie rację”, a nieznajoma kobieta, która do nas dołączała regularnie, ze łzami w oczach wyznała o swoim akcie aborcji sprzed 15 lat…
JH: wiem, raz od czasu do czasu, ale globalnie w planie „marketingowym” jesteście obok fali…, przykro mi o tym mówić
TP: skuteczność nie jest celem w sobie, przyczyna tak bardzo nas przekracza: Życie to Bóg. Nikt nie ośmieli się tego potwierdzić, to istota.
JH: ale to sposób, którego nie macie, jesteście, powiedziałbym, nawet śmieszni
TP: ale dlaczego, jak sądzi Pan- jeśli jesteśmy śmieszni- prefekt policji w Paryżu dawał nam zakazy ok. 20 razy? Dlaczego parlament głosował w 93 prawo wyjątkowo skierowane tylko przeciw nam? I byliśmy systematycznie pomijani przy amnestii po wyborach prezydenckich przez samego Chiraca?
JH: następnie, nie jesteście zbyt liczni…
TP: to prawda, ale modlitwa jednego sprawiedliwego ocaliła Niniwę.
JH: Niniwę! Ah! Była dobra! Nie, należy być liczebną grupą, aby coś osiągnąć i aby osiągnąć należy wiązać sieć, trzeba w końcu podobać się, aby móc pociągnąć skutecznie ludzi do refleksji… oto!
TP: w rzeczywistości to dzięki takim jak Pan 40 lat nasi współcześni „zastanawiają się”, kiedy prawo pogarsza się nieludzko, 40 lat, gdy społeczeństwo zagłębia się w ruchomych piaskach kultury śmierci: dla Francuzów są to nieistotne sprawy. A więc: Bóg na ulicy, dlaczego nie?
JH: bardzo szanuję doktora Dor… Powie mu Pan o tym, prawda?
Mordicus